Witajcie na Czytadłach w niedzielę :) Dzisiaj przychodzę do Was z powieścią o miłości i sztuce, kobiecej sile i wytrwałości, czyli jednym słowem o wszystkim tym, o czym my, kobiety, uwielbiamy czytać! Trzymajcie się mocno, bo to historia, która na tapet bierze także pewne przekonanie graniczące z pewnością, ale zacznijmy od początku...Jaka to więc powieść? „Gdybyś miała inne imię” Jodi Picoult zachwyciła mnie okładką, która czaruje i powoduje, że trzymając tę powieść chce się jak najszybciej zajrzeć do środka. A wnętrze nie pozostawia złudzeń, że to jedna z piękniejszych historii, z którą miałam przyjemność się zapoznać…
*****
Od wydawcy
W
cieniu Szekspira narodziła się historia, która rozpali Wasze
serca.
Melina Green jest młodą dramatopisarką i całym sercem
wierzy w historię, którą napisała. Sztuka inspirowana losem jej
przodkini może stać się głośnym dziełem, ale w świecie teatru,
gdzie kobiece głosy wciąż łatwo się ucisza, szansa na
wystawienie spektaklu jest nikła. Kiedy Melina wątpi, jej
najbliższy przyjaciel podejmuje ryzyko, które zmieni wszystko:
zgłasza na festiwal sztukę pod męskim pseudonimem.
Emilia Bassano żyje w elżbietańskiej Anglii i chociaż posiada bystry umysł oraz talent do opowiadania historii, jej zdanie – jak większości kobiet epoki – nie ma znaczenia. Zmuszona zostać kochanką lorda nadzorującego przedstawienia teatralne, Emilia widzi, jak słowa dramatopisarzy poruszają publiczność. Postanawia zaryzykować, aby jej historia została opowiedziana – nawet jeśli oznacza to zapłacenie mężczyźnie o nazwisku William Szekspir, by podpisał się pod jej sztuką.
Picoult powraca z opowiedzianą w przeplatających się liniach czasowych, wspaniałą historią o kobiecej odwadze i cenie, jaką płaci się za prawo do realizacji pragnień. Bo niewielu z nas dostaje życie, jakiego sobie życzymy, ale zawsze warto o nie zawalczyć.
*****
Dla kogo jest ta historia?
„Gdybyś miała inne imię” Jodi Picoult to niezwykle emocjonalna i doskonale udokumentowana fikcja historyczna, która w centrum stawia problem uciszania, a wręcz wymazywania kobiet z historii literatury i teatru. Autorka wkłada kij w mrowisko podważając mit Williama Szekspira, pytając, ile genialnych dzieł powstało rękami kobiet zmuszonych do ukrywania się za męskimi pseudonimami.
W powieści przeplatają się dwie linie czasowe: Elżbietańska Anglia i współczesność. Za ogromną zaletę należy uznać research i wręcz tytaniczną pracę pisarki, która tło epoki elżbietańskiej przedstawiła jako brudne i boleśnie prawdziwe. Jednocześnie historia napisana jest lekkim piórem i czyta się ją wyśmienicie. I choć obie linie czasowe dzieli kilkaset lat, to idealnie się uzupełniają i pokazują, że walka kobiet o miejsce, głos i uznanie zawodowe wciąż trwa.
Nie da się ukryć, że powieść Jodi Picoult ma charakter feministyczny i zapewne nie jest to lektura dla każdego, ale ja jestem nią oczarowana. Uwielbiam mocne, charakterne i walczące bohaterki, które nie poddają się tak łatwo. Jeśli więc szukasz literatury obyczajowej z wieloma wątkami feministycznymi, kochasz teatr i wyraziste postaci, ta powieść jest zdecydowanie dla Ciebie. Lektura tej historii sprawiła mi niebywałą przyjemność, a teraz polecam ją Wam, żeby nie umknęła w zalewie nowości ;) Czytajcie koniecznie i dzielcie się swoimi przemyśleniami :) Uściski :*
Wasza Aleksandra

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz