Licznik odwiedzin

czwartek, 8 października 2020

"Żałobnica" Robert Małecki

 



Witajcie! Tym razem znowu Małecki, ale nie dajcie się oszukać, bo to Robert Małecki. W poprzednich wpisach zachwycałam się książkami Jakuba Małeckiego. Dziś nadchodzi Robert! To moje pierwsze spotkanie z tym Małeckim. Z polecenia i całkiem udane. Spodziewałam się czegoś innego i dostałam też coś innego. Jestem zadowolona więc polecam dalej;)



„Żałobnica” to thriller, a ja uwielbiam ten gatunek. Jeśli Ty, drogi Czytelniku również, to zachęcam Cię do poznania fabuły tej skomplikowanej, a jednocześnie intrygującej historii.



Tytułowa Żałobnica to piękna kobieta po trzydziestce. Po śmierci męża dziedziczy spory majątek i świetnie prosperujące przedsiębiorstwo. W wypadku traci również pasierbicę. Żałobnica Anna skrywa tajemnicę, która po latach wypływa na wierzch. Ktoś zaczyna manipulować jej życiem wzbudzając strach i przywołując mroczną przeszłość...Kto to taki? Co stało się w przeszłości i jaki wpływ ma to na obecne życie Anny? To i wiele innych pytań mnoży się podczas lektury Roberta Małeckiego.



Akcja toczy się w trzech przestrzeniach czasowych: teraz, wcześniej, dawno temu. Każda z tych przestrzeni jest bardzo ważna i w każdej wydarzyło się coś, co ma wpływ na kolejną przestrzeń. Fabuła i akcja ładnie się zazębia po to, aby ostatecznie rozwiązanie całej historii pozostawiło nas w zdziwieniu i niedowierzaniu.



Atmosfera „Żałobnicy” jest ciężka i przytłaczająca tak jak sama okładka. Nie jest to książka rozrywkowa dlatego jeśli chcecie się rozerwać to nie ta bajka;) „Żałobnica” to powieść, która podkreśla wagę relacji w rodzinie. To, że o relacje trzeba dbać i je pielęgnować. Pokazuje również, że każda tajemnica w końcu ujrzy światło dzienne. Im bardziej staramy się ją trzymać w sekrecie, tym możemy być coraz bardziej pewni, że wszyscy dowiedzą się o niej w najmniej spodziewanym momencie. Bo tajemnice zaskakują, szokują. Czasami, a nawet często ich odkrycie zmienia nasze życie. Nieodwracalnie.



Dlatego bez zbędnych słów. Polecam. Po prostu. Poznajcie Żałobnicę.



Wasza Aleksandra 


czwartek, 1 października 2020

"Prawdziwe kolory" Kristin Hannah

 



Dzień dobry Czytacze! ;) Po powyższym zdjęciu wiecie już, którą historię ostatnio przeczytałam. Kristin Hannah jak zwykle mnie nie zawiodła. Nie wiem jak ona to robi, ale mnie urzeka jej pióro, sposób przekazywania emocji i fabuła. Nie przeczytałam jeszcze jej wszystkich książek, ale już sporo za mną i oczywiście mam swoich ulubieńców, jak i również te książki, które mniej mnie porwały. Jednak bezsprzecznie muszę stwierdzić, że nawet te historie, które uważam, za mniej interesujące i tak wywołały we mnie emocje :)


„Prawdziwe kolory” to historia opowiadająca losy trzech sióstr: Winony, Aurory i Vivi Ann. Różni je wygląd, zainteresowania, sposób życia, ale łączą więzy krwi i ojciec, zawsze chłodny i zdystansowany. O samej fabule nie będę dużo pisać. Nie lubię i nie chcę zdradzać za dużo. Wspomnę tylko, że pojawia się tutaj motyw zbrodni, co może zaskoczyć czytelników.


Kristin Hannah znowu to zrobiła! Spowodowała, że książkę przeczytałam błyskawicznie z wypiekami na twarzy. Konflikt, lojalność, zdrada, a nawet wstrząsająca zbrodnia – to wszystko znajdziecie w tej historii. Znajdziecie też niezachwianą wiarę i nadzieję oraz odkupienie win. Możemy domyślić się, że autorka za najważniejszą wartość uważa miłość i to widać również w tej powieści. Miłość z różnych perspektyw i do różnych osób.


„Prawdziwe kolory” to historia, która nie jest ckliwa ani przesłodzona. Opowiada o trudnym dzieciństwie i jeszcze trudniejszej dorosłości. Wzrusza i nie pozostawia obojętnym. Autorka to według mnie mistrzyni wywoływania emocji. Przeczytajcie i sami oceńcie! ;) Ściskam :)



Wasza Aleksandra


czwartek, 24 września 2020

"Paradoks" Artur Urbanowicz

 



Witajcie ponownie po dłuższej przerwie! :) Dzisiaj przybywam do Was z lekturą, która miała swoją premierę 16 września. To książka pachnąca nowością i oryginalnością z absolutnie każdej strony. Okładka też zasługuje na uwagę, choć już dawno zauważyłam, że jeśli za wydaniem książki stoi wydawnictwo Vesper, to zawsze jestem pod wrażeniem! ;)


To moja druga pozycja autorstwa Artura Urbanowicza. Myślałam, że „Inkub” jest oszałamiający, zwalający z nóg i kolokwialnie ujmując nie do pobicia. Myliłam się! Oczywiście to moja subiektywna opinia i chętnie poznam Waszą ;) Ja „Paradoks” stawiam przed „Inkubem” ( recenzję Inkuba znajdziecie we wcześniejszych wpisach). Dlaczego to tak dobry kawał literatury?


Głównym bohaterem książki jest Maks Okrągły. Wybitny student matematyki, który jest perfekcyjny nie tylko w nauce ( najlepszy student na wydziale ), ale również w codziennym życiu. Maks wykorzystuje swój czas w sposób najbardziej efektywny, zawsze ma wszystko zaplanowane i brak w jego życiu spontaniczności. Jego podejście do życia, jego zachowanie i traktowanie innych z góry nie przysparza mu przyjaciół. Najbardziej jednak gardzi samym sobą wówczas, kiedy popełnia błąd. Czuje z tego powodu potężną złość. Czasem tak silną, że sam sobie zaczyna wymierzać karę poprzez samookaleczanie. Dręczą go tez paranoiczne myśli, ze jest prześladowany przez sobowtóra, który chce go zabić. Co jest prawdą, a co fikcją? Czy perfekcjonizm i dążenie do doskonałości za wszelką cenę przyniesie oczekiwane rezultaty?


Artur Urbanowicz stworzył doskonały thriller psychologiczny. Znajdziemy tutaj także elementy horroru i science-fiction. Cała fabuła jest dopracowana w najdrobniejszych szczegółach. Nie mogę i nie chcę zdradzać wszystkiego. Autor w posłowiu prosi, aby nie pisać o książce za dużo i tu się z nim zgodzę. Uważam, że każdy czytelnik powinien mieć szansę samodzielnie poznać historię, by móc później wydać swoją opinię.


To o czym jeszcze powinniście wiedzieć, to fakt, że postać głównego bohatera jest skonstruowana w sposób absolutnie genialny. Bardzo dobry rys psychologiczny postaci pozwala chociaż w minimalnym stopniu zrozumieć dalsze postępowanie bohatera. Zrozumieć lub przynajmniej nie piętnować...Osobiście nie polubiłam głównego bohatera, bo ciężko go polubić. Jednak po głębszej refleksji zrozumiałam co autor chciał nam jako czytelnikom przekazać.


„Paradoks” to książka z przesłaniem i z morałem. Głęboka i refleksyjna, choć na początku może wydawać się inaczej. Mam nieodparte wrażenie, że to najbardziej osobista książka autora...Proszę, przeczytajcie koniecznie :)


Jeszcze jedno! Kiedy ostatnio czytaliście literaturę dla dorosłych z ilustracjami? Dodam, że nie są to zwykłe rysunki, o których teraz zapewne pomyśleliście;) Ich autorem jest Michał Loranc, któremu należą się ogromne gratulacje! Sami sprawdźcie dlaczego;)



Wasza Aleksandra


piątek, 11 września 2020

"Słowik" Kristin Hannah

 




Dzisiaj nadszedł czas na światowy bestseller. Rzeczywiście jest to opowieść, która zasługuje na miano bestsellera, jak mało która historia. Myślę, że wielu z Was ma tą lekturę już za sobą, a jeśli nie, to czas najwyższy poznać tę historię. To książka z gatunku tych, które trzeba przeczytać! ;)



Nie wiem czy zauważyliście, ale wielu autorów umieszcza swoje historie w czasie wojny. Nie inaczej jest w „Słowiku”. Historia rozgrywa się podczas drugiej wojny światowej. Można by rzec: „o nie! Znowu wojna?! Ile można?”. Można, a nawet trzeba. Szczególnie jeśli autorką książki jest Kristin Hannah. Można być wówczas pewnym, że wyjdzie z tego przepiękna, porywająca historia, od której trudno będzie się oderwać.



Historia opisana w książce to losy dwóch sióstr, Isabelle i Vianne. Dzieli je wszystko. Inny wiek, inne okoliczności, w jakich przyszło im dorastać, inne doświadczenia. Po wkroczeniu armii niemieckiej do Francji obie rozpoczynają swoją walkę o przetrwanie. Buntowniczka Isabelle dołącza do ruchu oporu. Z kolei Vianne opuszczona przez zmobilizowanego męża musi przyjąć do swego domu wroga...Czy uda jej się uratować życie nie tylko własne, ale również dzieci? Historia opisana w książce inspirowana jest życiem bojowniczki ruchu oporu. To opowieść o sile, odwadze i determinacji kobiet. To historia o pragnieniu wolności i o tym, że nadzieja naprawdę umiera ostatnia. W końcu to historia, która pokazuje, że drzemią w nas ogromne pokłady siły, z których często nie zdajemy sobie sprawy.



„Słowik” to piękna, porywająca literatura wyzwalająca często smutek, nostalgię i chwilę zadumy. To historia, która daje nadzieję. Przede wszystkim jest to jednak książka o miłości i jej pragnieniu. Pisząc o miłości, mam na myśli wszelkie jej oblicza: miłość do męża/żony, przyjaciółki, dziecka...Jest tu szaleńcza miłość, ale też ta rodząca się powoli czy też zbyt późno okazana.



Bardzo rzadko płaczę czytając książkę. Ta historia jednak złamała moje serce, a później mozolnie i na nowo je posklejała wśród wielu toczących się po policzkach łez...Polecam Wam z całego serca „Słowika”. Wciągnie Was od pierwszych stron. Obiecuję! ;)



Wasza Aleksandra


piątek, 4 września 2020

"Motylek" Katarzyna Puzyńska

 



Witajcie na Czytadłach!:) Dziś nie lada gratka dla fanów kryminałów. Po raz pierwszy sięgnęłam po książkę autorstwa Katarzyny Puzyńskiej. „Motylek” to pierwszy tom cyklu Lipowo. Dzieje się tutaj bardzo dużo i pomimo dość obszernej historii ( 600 stron) kartki przewracają się wręcz same. To wszystko co dzieje się w powieści: ilość bohaterów przyprawiająca czasem o przysłowiowy zawrót głowy, gęsta i nieprzenikniona fabuła, nieprzewidywalny scenariusz zasługuje na ogromne uznanie. „Motylek” należy do tych książek, które czekały u mnie w kolejce do przeczytania. Dziś po lekturze zastanawiam się dlaczego tak długo zwlekałam?! ;)


Akcja powieści zaczyna się w mroźny zimowy poranek. Wówczas na skraju wsi zostaje znalezione ciało zakonnicy. Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, jednak ostatecznie okazuje się, że to morderstwo. Kilka dni później ginie kolejna osoba. Nikt początkowo nie łączy ze sobą tych dwóch spraw. Zaczyna się wyścig z czasem. Policja musi odnaleźć mordercę zanim zginą kolejne osoby. Kim tak naprawdę była zakonnica? Dlaczego ktoś pozbawił ją życia i kto stoi za morderstwami w na pozór spokojnej i sielskiej mieścinie?


„Motylka” przeczytałam błyskawicznie. To książka, którą się „pożera” i która wciąga czytelnika w 100 procentach. Bardzo duża liczba postaci powoduje, że czasami możemy stracić orientację, jednak fabuła jest tak poprowadzona, że za chwilkę odnajdujemy się w całej historii. Akcja jest bardzo dynamiczna, dzieje się dużo i szybko. Jak na prawdziwy kryminał przystało!:) Mieszkańcy Lipowa to postaci, które obdarzyłam bardzo dużą sympatią dlatego w przyszłości zamierzam sięgnąć po kolejne części cyklu. Doceniam autorkę za jeszcze jedną bardzo istotną kwestię. W całej tej kryminalnej zagadce potrafiła stworzyć także postać, która w wielu momentach mnie bawiła i śmieszyła pełniąc jednocześnie bardzo poważną funkcję :) To pokazuje, że kryminał może również być zabawny…;)


Z ogromną przyjemnością zapraszam Was do Lipowa, gdzie nic nie jest takie, jakie się wydaje…;)



Wasza Aleksandra


piątek, 28 sierpnia 2020

"Kołysanka z Auschwitz" Mario Escobar

 



Wstrząsająca, przejmująca i przerażająca...dla czytelników o mocnych nerwach. Taka jest „Kołysanka z Auschwitz”. Nic dziwnego skoro to literatura obozowa. Po takie książki staram się nie sięgać. Dlaczego? Ponieważ dotychczas zawiodły mnie książki opisujące życie w obozach zagłady. Jestem zdania, że takie historie są same w sobie już tak bardzo wstrząsające, że nie potrzebują literackiej fikcji. Ku mojemu ogromnemu smutkowi większość autorów dopisuje jeszcze fikcyjne wydarzenia, być może po to aby jeszcze bardziej „podkręcić” emocje...Mario Escobar opisał prawdziwą historię realnej kobiety i jej rodziny. Dlatego jego książka tak bardzo mnie zainteresowała.



Opowieść inspirowana jest prawdziwą historią Helene Hannemann – Niemki, żony Roma i matki pięciorga dzieci. W maju 1943 roku do domu jej rodziny wkracza policja. Mąż i dzieci Helene mają trafić do Auschwitz-Birkenau. Ona jako przedstawicielka czystej aryjskiej krwi jest wolna. Decyduje się jednak zostać ze swoją rodziną. Wszyscy trafiają do Auschwitz. W obozie Helene zostaje powierzone prowadzenie przedszkola. W takim miejscu wydaje się to niedorzeczne i niewykonalne. Od tego momentu Helene walczy o lepsze życie nie tylko dla swoich dzieci, ale również dla swoich podopiecznych.



Ta książka to historia odważnej kobiety, która pomimo dramatycznych okoliczności, braku podstawowych warunków sanitarnych, niewystarczającej ilości żywności stara się jak najbardziej ulepszyć, poprawić, podnieść jakość życia nie tylko już swoim dzieciom, ale wszystkim swoim podopiecznym. To heroiczna walka okupiona strachem, bólem i cierpieniem zarówno fizycznym jak i psychicznym. Na szczęście wokół Helene jest spora grupka osób, na które może liczyć. To daje nadzieję i napędza do działania nawet wówczas kiedy wydaje się, że nic już nie ma sensu i niczego nie zmieni.



Nie potrafię napisać już nic więcej o tej książce, bo to wszystko to tylko słowa. Małe i nic nie znaczące w obliczu historii, o której Wam tutaj wspominam. Jestem poruszona do głębi. Tę historię naprawdę warto poznać...



Wasza Aleksandra




piątek, 21 sierpnia 2020

"Była sobie rzeka" Diane Setterfield

 



„Chcecie bajki? Oto bajka!” - dziś zacznę niestandardowo słowami Jana Brzechwy, bo po lekturze książki Diane Setterfield te słowa wydają mi się najbardziej odpowiednie.


„Była sobie rzeka” to jedna z tych książek, których lektury nie mogłam się wręcz doczekać. Pomimo bardzo skrajnych opinii ;)


Historia rozpoczyna się w starej gospodzie nad Tamizą. W samym środku zimy, nocą, pojawia się tam ciężko ranny nieznajomy. W ramionach trzyma martwą dziewczynkę. Godzinę później dziecko zaczyna oddychać. Jak to możliwe? Cud? Mieszkańcy mieściny starają się znaleźć odpowiedź na nurtujące ich pytania tym bardziej, że dziewczynka jest niema. Nie odpowiada na pytania, nie komunikuje się z ludźmi. Zachowuje się jak lalka...Pomimo tego trzy rodziny wyrażają chęć, by wziąć dziecko pod opiekę...Co wydarzy się dalej? Jak potoczą się losy dziewczynki, która ożyła? I czy możliwy jest powrót do życia, kiedy wszystkie objawy sugerowały śmierć?


„Była sobie rzeka” urzekła mnie swoją magią. Pomimo tego czytałam ją dość długo. Wymagała ode mnie skupienia i zastanowienia. To książka uniwersalna, wielowymiarowa, której realizm magiczny jest zachwycający. Czasami może się wydawać, że historia jest przegadana i za długa. W trakcie lektury dopadło mnie właśnie takie wrażenie kilkukrotnie. Po przeczytaniu całej historii wiem już, że nie zmieniłabym niczego. To książka, którą sobie dozowałam i która wyciągnęła ze mnie emocje, o które siebie nawet nie podejrzewałam.


Na moją uwagę zasługuje również piękny język i niestandardowe opisy przyrody. Diane Setterfield potrafi w taki sposób opisać na pozór zwykły kamień, że staje się on niezwykły. Z biegiem lat zaczęłam bardzo doceniać przepiękne opisy przyrody, które w przeszłości działały na mnie odstraszająco ;)


„Była sobie rzeka” to przesycona romantyzmem, pełna zagadek i tajemniczości opowieść, która wręcz zmusza czytelnika do refleksji. Klimatyczna, obezwładniająca, w której magia przeplata się z prawdziwymi wydarzeniami. Jeśli jeszcze się wahasz czy po nią sięgnąć, to może skusi Cię jej wydanie ;) Okładka to majstersztyk – tak pięknie wydanej powieści nigdy nie widziałam. I choć nie ocenia się książki po okładce tutaj można zrobić wyjątek ;)


Ściskam weekendowo życząc przyjemnej lektury!;)



Wasza Aleksandra