Witajcie na Czytadłach w poniedziałek, który jednocześnie jest ostatnim dniem sierpnia...Lekki smutek pewnie dopada teraz nie tylko mnie...Jutro początek nowego roku szkolnego, ale jeszcze na sam koniec i finisz wakacji mam dla Was powieść Anny Błaszczuk, o symbolicznym wręcz tytule „Kiedy kończy się lato”…
*****
Od wydawcy
Idalia uświadamia sobie, że nadszedł czas na życiowe podsumowania i nieuchronne zmiany. Czując, że to ostatni moment, by zacząć żyć na własnych warunkach i otworzyć zupełnie nowy etap, podejmuje odważną decyzję. Kupuje stary, klimatyczny dom w popegeerowskiej wsi Biały Ruczaj.
Na
miejscu, z pomocą energicznej sołtyski Emilii, powoli wsiąka w
lokalną społeczność, ucząc się celebrować codzienność na
nowo. Szybko jednak odkrywa, że wiejski spokój to tylko fasada, a
pod powierzchnią sielanki kryją się dawne, niewypowiedziane żale
mieszkańców.
Czy
Idalia zdoła odnaleźć własne szczęście i spokój w miejscu,
które od pokoleń karmi się urazami? Czy jej osobista przemiana
stanie się iskrą, która odmieni losy całego Białego Ruczaju?
*****
Dla kogo jest ta historia?
Czy kiedyś mieliście wrażenie, że utknęliście w miejscu i najwyższy czas coś zmienić? Tak naprawdę zmienić?
Idalia właśnie dochodzi do takiego momentu. I zamiast kolejny raz zastanawiać się, czego oczekują od niej inni, postanawia zrobić coś dla siebie. Kupuje stary dom w Białym Ruczaju i zaczyna zupełnie nowy rozdział.
I powiem Wam jedno – chyba każdy z nas czasami marzy o takim „resetowaniu” życia. 😉
Lubię książki, w których bohaterka nie dostaje od życia wszystkiego podanego na tacy. Idalia musi trochę się natrudzić, żeby odnaleźć swoje miejsce – i to zarówno w nowym domu, jak i wśród ludzi.
Bardzo spodobał mi się motyw starego domu. Bo przecież remontowanie ścian, naprawianie tego, co się popsuło, porządkowanie przestrzeni… może być metaforą porządkowania własnego życia.
A Biały Ruczaj? Oj, tutaj zdecydowanie nie można się nudzić! Mała społeczność, w której każdy coś wie, każdy coś pamięta, a stare urazy potrafią przetrwać naprawdę długo. Autorka pokazuje wieś nie tylko jako sielankowe miejsce, ale również jako przestrzeń pełną ludzkich emocji, tajemnic i trudnych relacji.
Najbardziej podobało mi się jednak przesłanie tej historii. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa. Czasami wystarczy jedna odważna decyzja, żeby życie zaczęło wyglądać zupełnie inaczej.
I może właśnie dlatego tytułowe „lato” wcale nie musi oznaczać końca. Czasami jego koniec jest początkiem czegoś zupełnie nowego. ❤️
Dla kogo jest ta historia?
📚 Dla miłośników powieści obyczajowych.
🌿 Dla tych, którzy lubią wiejski klimat, małe społeczności i wyrazistych bohaterów.
🏡 Dla czytelników, którzy lubią historie o nowych początkach, życiowych zmianach i poszukiwaniu własnego miejsca.
🔎 Dla osób, które lubią, kiedy spokojna z pozoru historia skrywa tajemnice, dawne konflikty i niedopowiedzenia.
❤️ I przede wszystkim dla tych, którzy potrzebują czasami przypomnienia, że na zmianę nigdy nie jest za późno.
„Kiedy kończy się lato” to ciepła, spokojna historia o tym, że czasami trzeba odważyć się zamknąć jedne drzwi, żeby móc otworzyć kolejne.
Z serdecznym książkowym pozdrowieniem ;)
Wasza Aleksandra
PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Filia ❤️


.jpeg)

