Licznik odwiedzin

piątek, 11 września 2026

"Francuski spadek" Katarzyna Janus

 



 Witajcie na Czytadłach w piątek! :-) To mój ulubiony dzień tygodnia!!! Więcej czasu na czytanie:D Dzisiaj mam dla Was książkę idealną na urlop, czas wypoczynku i relaksu. Powieść ta „podróżowała” ze mną do Hiszpanii stąd te klimatyczne fotki. Niestety, u nas w Polsce to już w powietrzu czuć jesień…




*****

Od wydawcy



Antoni Dębski, trzydziestosiedmioletni stolarz-amator, nigdy się nie spodziewał, że po latach milczenia matka zostawi mu w spadku coś więcej niż ból po swoim odejściu. Nieruchomość nad Morzem Śródziemnym, stary kamper i list, który może odmienić jego spojrzenie na przeszłość – to początek drogi, której nie planował.
W Saint‑Cyprien odkrywa, że odziedziczył nie tylko budynek, lecz także tętniącą życiem restaurację z małym hotelikiem i ludźmi, którzy liczą na jego decyzję. Zostaje na kilka miesięcy, próbując zrozumieć, czy to miejsce może stać się jego nowym domem. Uczy się gotowania, naprawia, poznaje okolicę i pozwala, by codzienność powoli zszywała jego własne pęknięcia. Gdy w jego życiu pojawiają się nowe relacje – namiętne, trudne, niespodziewane – Anto musi się zmierzyć z konsekwencjami cudzych tajemnic i własnych wyborów. A kiedy w restaurację uderza cień sprawy kryminalnej, Dębski staje przed pytaniem, czy los daje mu szansę… czy wystawia go na próbę.



*****

Dla kogo jest ta historia?


Co zrobilibyście, gdyby pewnego dnia okazało się, że odziedziczyliście dom, restaurację i kawałek życia… we Francji?


Spakowalibyście walizkę i ruszyli w nieznane czy raczej uznali, że to zdecydowanie zbyt duże zamieszanie?



Antoni Dębski nie ma chyba większego wyboru. Niespodziewany spadek sprowadza go nad Morze Śródziemne, gdzie czeka na niego nieruchomość, restauracja z małym hotelikiem, ale także cała masa pytań, tajemnic i nowych znajomości.

I właśnie tutaj zaczyna się historia, która pokazuje, że czasami jeden niespodziewany zakręt potrafi skierować nasze życie na zupełnie nowe tory.



🌊 Francja, która pachnie latem



„Francuski spadek” to przede wszystkim powieść obyczajowa, ale znajdziemy w niej również wątek romantyczny, rodzinne tajemnice i nutkę kryminału. Dzięki temu historia nie ogranicza się wyłącznie do opowieści o uczuciach czy zmianie życiowej.

Najbardziej urzekł mnie jednak klimat.

Francuskie wybrzeże, słońce, restauracja, kuchnia, atmosfera małej miejscowości… To jedna z tych książek, podczas których można na chwilę zapomnieć o codzienności i przenieść się myślami gdzieś, gdzie czas płynie zdecydowanie spokojniej.

A przecież właśnie tego czasami potrzebujemy od książek najbardziej – żeby nas gdzieś zabrały.



❤️ Nie tylko o spadku



Choć tytuł sugeruje historię związaną przede wszystkim z odziedziczonym majątkiem, dla mnie „Francuski spadek” jest przede wszystkim opowieścią o zmianach, nowych początkach i odkrywaniu siebie na nowo.

Antoni trafia w sytuację, której nie planował. Musi zmierzyć się z nową rzeczywistością, ludźmi, których wcześniej nie znał, oraz przeszłością, która skrywa więcej, niż można się początkowo spodziewać.

I chyba właśnie to lubię w takich historiach najbardziej – bohater, który wyrusza w podróż, a po drodze odkrywa, że tak naprawdę podróżuje również w głąb siebie.

🔎 Trochę tajemnic, trochę uczuć



Autorka nie zapomniała również o tym, żeby czytelnikowi dostarczyć odrobinę zagadek i niepokoju. Rodzinne sekrety i kryminalny akcent sprawiają, że obok sielskiego francuskiego klimatu pojawia się pytanie: co wydarzyło się naprawdę i jakie tajemnice kryje przeszłość?

Nie jest to jednak książka, w której kryminał całkowicie dominuje nad resztą historii. To raczej dodatkowy element, który urozmaica opowieść i sprawia, że chce się czytać dalej.

📚 Dla kogo?



„Francuski spadek” poleciłabym przede wszystkim osobom, które lubią powieści obyczajowe z wyrazistym miejscem akcji, rodzinnymi sekretami, odrobiną romansu i tajemnicy.

To propozycja dla tych, którzy podczas czytania chcą nie tylko śledzić losy bohaterów, ale również poczuć klimat miejsca. Dla czytelników lubiących historie o życiowych zmianach, nowych początkach i tym, że czasami los ma dla nas zupełnie inny plan niż ten, który sami sobie wymyśliliśmy.

Jeżeli więc macie ochotę na literacką podróż do słonecznej Francji, filiżankę kawy, trochę emocji, rodzinne tajemnice i pytanie „a co, gdyby zacząć wszystko od nowa?” – warto sięgnąć po tę książkę.

Moja ocena: 8/10

Za francuski klimat, lekką i przyjemną historię, połączenie obyczajówki z tajemnicą oraz motyw nowego początku.

„Francuski spadek” zostawia po sobie przede wszystkim myśl, że czasami życie podsuwa nam drzwi, których sami nigdy nie odważylibyśmy się otworzyć.

A może warto czasami po prostu przekręcić klucz i sprawdzić, co jest po drugiej stronie? ❤️



Wasza Aleksandra

PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję niezastąpionemu wydawnictwu Filia ❤️



niedziela, 6 września 2026

"Lalka ze Złotego Wzgórza" Krystyna Mirek

 



 Witajcie na Czytadłach w niedzielę! :) Czy wiecie, że dziś obchodzimy Dzień Czytania Książek? :-) To bardzo dobry czas na promowanie czytelnictwa oraz zachęcanie do sięgnięcia po lekturę. A co Wy dzisiaj czytaliście lub będziecie czytać? Jeśli nie macie pomysłu to idealna może być „Lalka ze Złotego Wzgórza” Krystyny Mirek, o której zamierzam Wam teraz opowiedzieć ;)



*****

Od wydawcy



Nie każda lalka jest z porcelany. Niektóre powstają z cudzych marzeń, lęków i oczekiwań.



Sonia piękna, młoda kobieta, która dopiero wchodzi w dorosłość nie przepracowała w życiu ani jednego dnia. Od zawsze słyszała, że zasługuje na wszystko, co najlepsze. Piękny dom, dostatnie życie i starannie zaplanowana przyszłość miały być gwarancją szczęścia. Dopiero gdy na tym obrazie pojawiają się pierwsze rysy, zaczyna rozumieć, że żyje w świecie zbudowanym na pozorach.



Dawid to prawie czterdziestoletni przedsiębiorca, który ciężką pracą wydźwignął się z biedy i osiągnął niemal wszystko, o czym kiedyś marzył. Sukces nie zdołał jednak uciszyć bólu po dawnych ranach ani wypełnić pustki, jaką zostawiły zawiedzione uczucia. Los po raz kolejny wystawi go na próbę.



Wskutek intrygi uknutej przez matkę Soni ich ścieżki się splatają.



Czy w świecie pełnym ułudy jest miejsce na miłość Czy da się uwolnić od oczekiwań innych i zawalczyć o własne szczęście? A może największą przeszkodą jest wyobrażenie o miłości, które nosimy w sercu od lat?



Bo czasem dopiero wtedy, gdy przestajemy udawać kogoś, kim nigdy nie byliśmy, dostajemy szansę, by naprawdę pokochać i być kochanym.



*****

Dla kogo jest ta historia?



    Czy można całe życie przeżyć według scenariusza napisanego przez kogoś innego? I co się stanie, kiedy nagle ten piękny, poukładany świat zacznie się rozpadać?



O tym właśnie przekonuje się Sonia – młoda dziewczyna, która miała dostać od życia wszystko. Piękny dom, pieniądze i przyszłość zaplanowaną przez matkę. Tylko czy to naprawdę było jej marzenie?



    Przyznam, że początkowo Sonia może wydawać się typową rozpieszczoną dziewczyną, która dostała od życia wszystko na tacy. A jednak im dalej w historię, tym bardziej zaczynamy dostrzegać, że ona również jest trochę „lalką” w rękach innych. Jej życie zostało zaplanowane. Matka wie, co będzie dla niej najlepsze, kogo powinna poznać i jak powinna wyglądać jej przyszłość. Tylko… czy można zaplanować komuś szczęście?



    To właśnie ten temat najbardziej mi się tutaj spodobał. Autorka pokazuje, że pieniądze mogą zapewnić wygodne życie, ale nie kupią bliskości, miłości ani poczucia bezpieczeństwa.


    Na uwagę zasługuje również relacja Soni i Dawida. Nie jest to tylko historia romantyczna. Jest tutaj sporo emocji, trudnych wyborów, tajemnic i odkrywania tego, czego naprawdę potrzebujemy od drugiego człowieka.



    „Lalka ze Złotego Wzgórza” to przyjemna, ciepła historia, ale również taka, która zostawia z kilkoma pytaniami. Bo czasami trzeba pozwolić, żeby misternie zbudowany świat trochę się rozsypał, żeby wreszcie móc poukładać go po swojemu. ❤️


Dla kogo jest ta historia?

📚 Dla miłośników powieści obyczajowych i romansów.

❤️ Dla tych, którzy lubią historie o miłości, przyjaźni i trudnych wyborach.

🌸 Dla czytelników, którzy lubią bohaterki rozpoczynające dorosłe życie i stopniowo odkrywające własną drogę.

💰 Dla tych, którzy lubią książki pokazujące, że pieniądze i luksus nie zawsze oznaczają szczęście.

I dla osób, które lubią historie z przesłaniem – o tym, że warto przestać żyć według oczekiwań innych i zawalczyć o własne szczęście.


    Lalka ze Złotego Wzgórza” to historia o tym, że czasami największym luksusem nie jest piękny dom czy pełny portfel, ale możliwość decydowania o własnym życiu. Ogromnie Wam polecam tę nietuzinkową historię! :)



Wasza Aleksandra


poniedziałek, 31 sierpnia 2026

"Kiedy kończy się lato" Anna Błaszczuk

 



 Witajcie na Czytadłach w poniedziałek, który jednocześnie jest ostatnim dniem sierpnia...Lekki smutek pewnie dopada teraz nie tylko mnie...Jutro początek nowego roku szkolnego, ale jeszcze na sam koniec i finisz wakacji mam dla Was powieść Anny Błaszczuk, o symbolicznym wręcz tytule „Kiedy kończy się lato”…




*****

Od wydawcy



Idalia uświadamia sobie, że nadszedł czas na życiowe podsumowania i nieuchronne zmiany. Czując, że to ostatni moment, by zacząć żyć na własnych warunkach i otworzyć zupełnie nowy etap, podejmuje odważną decyzję. Kupuje stary, klimatyczny dom w popegeerowskiej wsi Biały Ruczaj.



Na miejscu, z pomocą energicznej sołtyski Emilii, powoli wsiąka w lokalną społeczność, ucząc się celebrować codzienność na nowo. Szybko jednak odkrywa, że wiejski spokój to tylko fasada, a pod powierzchnią sielanki kryją się dawne, niewypowiedziane żale mieszkańców.



Czy Idalia zdoła odnaleźć własne szczęście i spokój w miejscu, które od pokoleń karmi się urazami? Czy jej osobista przemiana stanie się iskrą, która odmieni losy całego Białego Ruczaju?



*****

Dla kogo jest ta historia?


    Czy kiedyś mieliście wrażenie, że utknęliście w miejscu i najwyższy czas coś zmienić? Tak naprawdę zmienić?


    Idalia właśnie dochodzi do takiego momentu. I zamiast kolejny raz zastanawiać się, czego oczekują od niej inni, postanawia zrobić coś dla siebie. Kupuje stary dom w Białym Ruczaju i zaczyna zupełnie nowy rozdział.

    I powiem Wam jedno – chyba każdy z nas czasami marzy o takim „resetowaniu” życia. 😉


    Lubię książki, w których bohaterka nie dostaje od życia wszystkiego podanego na tacy. Idalia musi trochę się natrudzić, żeby odnaleźć swoje miejsce – i to zarówno w nowym domu, jak i wśród ludzi.



    Bardzo spodobał mi się motyw starego domu. Bo przecież remontowanie ścian, naprawianie tego, co się popsuło, porządkowanie przestrzeni… może być metaforą porządkowania własnego życia.



    A Biały Ruczaj? Oj, tutaj zdecydowanie nie można się nudzić! Mała społeczność, w której każdy coś wie, każdy coś pamięta, a stare urazy potrafią przetrwać naprawdę długo. Autorka pokazuje wieś nie tylko jako sielankowe miejsce, ale również jako przestrzeń pełną ludzkich emocji, tajemnic i trudnych relacji.



    Najbardziej podobało mi się jednak przesłanie tej historii. Nigdy nie jest za późno, żeby zacząć od nowa. Czasami wystarczy jedna odważna decyzja, żeby życie zaczęło wyglądać zupełnie inaczej.



    I może właśnie dlatego tytułowe „lato” wcale nie musi oznaczać końca. Czasami jego koniec jest początkiem czegoś zupełnie nowego. ❤️

Dla kogo jest ta historia?

📚 Dla miłośników powieści obyczajowych.

🌿 Dla tych, którzy lubią wiejski klimat, małe społeczności i wyrazistych bohaterów.

🏡 Dla czytelników, którzy lubią historie o nowych początkach, życiowych zmianach i poszukiwaniu własnego miejsca.

🔎 Dla osób, które lubią, kiedy spokojna z pozoru historia skrywa tajemnice, dawne konflikty i niedopowiedzenia.

❤️ I przede wszystkim dla tych, którzy potrzebują czasami przypomnienia, że na zmianę nigdy nie jest za późno.

„Kiedy kończy się lato” to ciepła, spokojna historia o tym, że czasami trzeba odważyć się zamknąć jedne drzwi, żeby móc otworzyć kolejne.



Z serdecznym książkowym pozdrowieniem ;)



Wasza Aleksandra

PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Filia ❤️




czwartek, 27 sierpnia 2026

"Sierociniec pełen nadziei" Sylwia Kubik

 




     Witajcie na Czytadłach w czwartek! :) Lato jeszcze nie powiedziało ostatniego słowa i bardzo dobrze! Mój powrót do rzeczywistości po wakacjach jest dzięki temu dużo łagodniejszy:) Tak więc zaczynamy, z pierwszą polecajką po krótkiej urlopowej przerwie! Gotowi?! ;) Mam Wam do zaproponowania, dzięki uprzejmości wydawnictwa Filia powieść, której premiera miała miejsce wczoraj, 26 sierpnia :) Autorka jest na pewno Wam znana, już niejedną powieść tej pisarki Wam proponowałam. Tym razem Sylwia Kubik zabiera nas do „Sierocińca pełnego nadziei”. Ja pokochałam tę powieść od pierwszego zdania, ciekawe jak będzie z Wami…;)




*****

Od wydawcy



W świecie ogarniętym wojną, głodem i strachem dwoje dzieci trafia do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Za murami starego budynku próbują odnaleźć namiastkę bezpieczeństwa, ciepła i normalnego życia, choć codzienność wciąż naznaczona jest utratą, tęsknotą i widmem śmierci.



Sierociniec pełen nadziei” to poruszająca opowieść o dzieciach, które zbyt wcześnie musiały dorosnąć, i o nadziei, która niekiedy zawodzi.



*****


Są takie książki, które nie tylko się czyta. Są takie, które zostają w głowie jeszcze długo po odłożeniu na półkę. „Sierociniec pełen nadziei” Sylwii Kubik zdecydowanie należy do tej kategorii.



Wojna, głód, strach i dzieci, które zdecydowanie zbyt wcześnie muszą dorosnąć. Dwoje rodzeństwa trafia do sierocińca prowadzonego przez zakonnice. Za jego murami próbują znaleźć choć odrobinę bezpieczeństwa, ciepła i normalności. Jednak wojna nie pozwala im zapomnieć o tym, co dzieje się wokół – jest tęsknota, choroby, utrata i ciągła obecność śmierci.


Oj, nie była to łatwa historia…

Sylwia Kubik zabiera nas do świata, w którym dzieciństwo zostaje brutalnie przerwane. Najbardziej porusza właśnie dziecięca perspektywa. To, że mali bohaterowie muszą martwić się o rzeczy, o które żadne dziecko nie powinno się martwić.

A jednak w tej całej trudnej historii jest coś niezwykle ważnego – nadzieja.

Autorka pokazuje, że nawet w czasach wojny można znaleźć dobro, bezinteresowność i ludzi, którzy zrobią wszystko, żeby pomóc drugiemu człowiekowi. I chyba właśnie dlatego tytułowy sierociniec jest nie tylko miejscem smutku, ale również miejscem, w którym rodzi się nadzieja.

To książka emocjonalna, momentami bardzo bolesna, ale napisana w sposób, który nie epatuje okrucieństwem. Zamiast tego pozwala zatrzymać się przy ludzkich historiach i zastanowić, jak wiele mamy dzisiaj, choć często tego nie doceniamy.



*****

Dla kogo jest ta historia?



📚 Dla miłośników powieści obyczajowych z historycznym i wojennym tłem.

❤️ Dla tych, którzy lubią historie o ludzkiej sile, dobroci i poświęceniu.

🥺 Dla czytelników, którzy nie boją się wzruszeń i trudnych emocji.

🌿 I dla wszystkich, którzy lubią książki przypominające, że nawet w najciemniejszych chwilach może pojawić się promyk nadziei.



Sierociniec pełen nadziei” to historia trudna, ale potrzebna. Taka, która przypomina, że człowieczeństwo potrafi przetrwać nawet wtedy, gdy wokół brakuje niemal wszystkiego.



A Wy lubicie książki z wojną w tle? Czy sięgacie po historie, które mocno ściskają za serce? Dajcie znać w komentarzach – jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. ❤️



Wasza Aleksandra

PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Filia :)


piątek, 14 sierpnia 2026

"Całym światem ty" Monika Pryśko

 



     Witajcie na Czytadłach w piątek! :) W niedzielę wyjeżdżam więc to moja ostatnia propozycja dla Was przed udaniem się na zasłużone wakacje ;) Ale...to powieść petarda, która w zasadzie czyta się sama! „Całym światem ty” Moniki Pryśko miało swoją premierę w maju, czyli już kilka miesięcy temu. Z opóźnieniem dodaję recenzję, bo lektura tej powieści już jest jakiś czas za mną, ale to historia do której nawet teraz, po takim czasie chętnie i z przyjemnością wracam myślami. Poniżej dowiecie się dlaczego ;)




*****

Od wydawcy


Są mężczyźni, którzy odchodzą po awanturze. Są też tacy, którzy odchodzą po zdradzie.

Jest też Michał. Michał odszedł między kanapką z ogórkiem kiszonym a wyjściem do pracy.

Zostawił po sobie pustą stronę łóżka, kilka pudeł, stertę wspomnień i kobietę, która nie ma pojęcia, co zrobić z własnym życiem.

Maria próbuje więc robić to, co robią ludzie po katastrofach. Płacze. Sprząta. Płacze podczas sprzątania. Odbiera telefony. Nie odbiera telefonów. Szuka odpowiedzi. Gubi odpowiedzi. Próbuje przetrwać.

A obok niej dzieje się zwyczajne życie: córka rośnie, rodzice się wtrącają, przyjaciółki ratują sytuację, a świat – ku wielkiemu oburzeniu Marii – wcale się nie kończy. Choć może powinien?

Pełna humoru i wzruszeń opowieść o tym, że nawet najbardziej spektakularny koniec bywa całkiem niezłym początkiem.

Pierwsza powieść Moniki Pryśko, znanej w sieci jako Tekstualna.



*****

Dla kogo jest ta historia?



    Całym światem ty” to jedna z tych historii, które bardzo łatwo przenieść na własne życie. Bo przecież rozstania, zawiedzione nadzieje, utrata poczucia bezpieczeństwa czy konieczność rozpoczynania wszystkiego od nowa mogą spotkać każdego z nas.



    Maria początkowo jest zagubiona. I trudno się jej dziwić. Nagle musi poukładać nie tylko własne życie, ale również zadbać o córkę. Na szczęście nie zostaje sama. Obok niej są przyjaciółki, rodzina i ludzie, którzy pomagają jej powoli stanąć na nogi.



    I chyba właśnie przemiana Marii jest dla mnie największą siłą tej historii.



    To nie jest wyłącznie książka o porzuceniu i chciałabym, żeby to głośno wybrzmiało w tej recenzji. To opowieść o odzyskiwaniu siebie, własnej wartości i o tym, że czasami koniec jednego etapu może stać się początkiem czegoś zupełnie nowego.



    Autorka trudniejsze momenty przeplata humorem i codziennością. Dzięki temu historia nie staje się przesadnie przygnębiająca, a czyta się ją lekko i z dużą ciekawością.



    „Całym światem ty” polecam przede wszystkim miłośnikom powieści obyczajowych, którzy lubią historie o relacjach, emocjach, rozstaniach i nowych początkach. To również książka dla tych, którzy lubią bohaterki, które muszą się pozbierać, odnaleźć własną siłę i nauczyć się żyć na nowo. I przede wszystkim dla każdego, kto potrzebuje czasami przypomnienia, że nawet kiedy wali nam się cały świat, gdzieś za tym końcem może czekać początek czegoś dobrego. ❤️ Uwielbiam takie historie i chciałabym, żebyście Wy również ją poznali ;) Z książkowym pozdrowieniem ;)



Wasza Aleksandra

PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Muza :)


wtorek, 11 sierpnia 2026

"Rita z Cascii. Historia kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych" Dorota Ponińska

 



     Witajcie na Czytadłach we wtorek :) I od razu Wam powiem, że wydawnictwa szaleją i wręcz „zalewają” nas nowościami, z których trzeba wybrać te najciekawsze, bo wszystkiego nie da się przeczytać ;) I tak, 29 lipca swoją premierę miała książka Doroty Ponińskiej „Rita z Cascii. Historia kobiety, dla której nie ma rzeczy niemożliwych”. Zastanawiacie się zapewne, czy to TA RITA? A ja spieszę z informacją, że to właśnie ona, święta czczona i uważana powszechnie za patronkę spraw trudnych i beznadziejnych. Jestem oczarowana jej historią, bo na temat tej postaci, moja wiedza była znikoma, a nawet można się pokusić o stwierdzenie, że żadna ;) I co najważniejsze, nie trzeba być religijnym, a nawet wierzącym, żeby chwycić za tę lekturę i ją poznać, do czego już teraz bardzo Was zachęcam! ;)





*****

Od wydawcy



Miłość nie zawsze jest słodka. Czasem jest twardą decyzją, powtarzaną każdego dnia, wbrew sobie. A czasem jest jak krzyż.

***

Marzyła o życiu w zakonie, ale została nakłoniona do małżeństwa.
Wybrany przez ojca nieokrzesany awanturnik okazał się mężczyzną, którego pokochała.
 

Jak została jedną z najpopularniejszych świętych, do której do dziś pielgrzymują miliony wiernych?

***

Pełna napięcia i emocji opowieść o burzliwym i pięknym życiu Rity z Cascii, która dzięki odważnym i nieoczywistym wyborom zawalczyła o samą siebie. Dorota Ponińska na jej drodze stawia Biankę, dziewczynę z Florencji, urodzoną w zamożnej kupieckiej rodzinie. W losach tych dwóch kobiet odbijają się realia życia w późnośredniowiecznej Italii.

PIERWSZA POWIEŚĆ BIOGRAFICZNA O PATRONCE OD SPRAW NIEMOŻLIWYCH


*****

Dla kogo jest ta historia?

Nie każda święta ma życie usłane różami. Czasami właśnie przez ciernie trzeba przejść, żeby odnaleźć własną drogę…



    „Rita z Cascii” Doroty Ponińskiej to historia kobiety, która musiała zmierzyć się z cierpieniem, trudnymi wyborami i życiem, którego wcale dla siebie nie planowała. Autorka pokazuje Ritę nie tylko jako świętą, ale przede wszystkim jako kobietę – żonę, matkę, wdowę i później zakonnicę.



    Cenię takie historie, które pozwalają spojrzeć na znaną postać trochę inaczej. I właśnie to zrobiła ze mną ta książka. Pozwoliła pokazać Ritę jako kobietę z krwi i kości, pełną miłości do bliźniego, ale także pełną wątpliwości…



    Rita nie jest tutaj od początku pomnikową świętą. Jest kobietą z marzeniami i emocjami. Kobietą, która doświadcza tego, czego sama nie wybrała, a mimo to próbuje odnaleźć w swoim życiu sens.



    Najbardziej poruszyło mnie przesłanie dotyczące przebaczenia. Nie tego łatwego, wypowiadanego jednym słowem, ale takiego, które wymaga ogromnej siły.



    To również opowieść o tym, że czasami życie prowadzi nas zupełnie inną drogą, niż sobie wymarzyliśmy. I choć początkowo trudno się z tym pogodzić, z czasem może się okazać, że właśnie ta droga była nam potrzebna.



    To książka przede wszystkim dla osób, które lubią powieści biograficzne, historie inspirowane prawdziwymi postaciami oraz opowieści o silnych kobietach. Dla czytelników zainteresowanych historią, ale również dla tych, którzy szukają książki o miłości, przebaczeniu, wierze i trudnych wyborach.



    Nie trzeba być osobą bardzo religijną, żeby znaleźć tutaj coś dla siebie. To przede wszystkim historia kobiety, która doświadcza cierpienia i próbuje mimo wszystko wybrać dobro.


    „Rita z Cascii” to opowieść o kobiecie, która pokazała, że nawet z bardzo trudnej historii można zbudować życie pełne wiary, nadziei i miłości.



    A Wy znacie historię św. Rity? Czytaliście już książkę Doroty Ponińskiej? Jeśli nie, to jak najszybciej nadróbcie zaległości ;) Czekam na Wasze opinie:) Z książkowym pozdrowieniem ❤️



Wasza Aleksandra



piątek, 7 sierpnia 2026

"Podróż przez marzenia" Jagoda Wochlik

 



    Witajcie na Czytadłach w piątek, piąteczek, piątunio! :) Pogoda rozleniwia, a lato na szczęście cały czas pogodowo piękne! Do tego idealna lektura i ja już jestem szczęśliwa! :)


    Najnowsza powieść, którą przeczytałam zostawiła mnie z pewną myślą...A co gdyby tak pewnego dnia spakować walizkę i po prostu ruszyć w świat? Bez oglądania się na innych, bez zastanawiania się, czy wypada, czy można, czy nie jest już za późno…? Właśnie o tym przypomina mi najnowsza książka Jagody Wochlik – „Podróż przez marzenia”. I już sam tytuł mówi nam całkiem sporo. Bo ta podróż nie dotyczy wyłącznie miejsc, które odwiedzamy. To przede wszystkim podróż przez życie, emocje, relacje i własne pragnienia.



*****

Od wydawcy


CZY MIŁOŚĆ MOŻNA ZAPLANOWAĆ I ZAPISAĆ JAKO WARUNEK W TESTAMENCIE?

Anna przez większość życia czuła się niezrozumiana. Wszystko zmienia się, gdy poznaje ekscentryczną i zamożną Wiolettę Olszańską, która zatrudnia ją jako swoją damę do towarzystwa. Wspólna podróż prowadzi je przez Paryż, Pragę, Japonię i Kołobrzeg, gdzie los obu kobiet odmienia się na zawsze.



Po śmierci Wioletty na odczytanie testamentu stawiają się jej bliscy oraz Anna. Kobieta dziedziczy mieszkanie, a wnuk Daniel – resztę majątku, pod warunkiem że przez pół roku zamieszka z Anną. Nie jest to łatwe zadanie, bo pogodna i niepoprawnie optymistyczna Anna od pierwszej chwili działa młodemu mecenasowi na nerwy.



Podróż przez marzenia” to ciepła opowieść o kobietach w różnym wieku, odwadze życia w zgodzie ze sobą i odkrywaniu, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno. A miłość, podobnie jak pogoda, potrafi zaskakiwać i nieustannie się zmienia.



*****

Dla kogo jest ta historia?


Lubię książki, które przypominają, że życie nie zawsze musi wyglądać tak, jak zaplanowaliśmy.

Podróż przez marzenia” właśnie taka jest.

To opowieść o tym, że na marzenia naprawdę nigdy nie jest za późno. I chyba właśnie ten motyw najbardziej przypadł mi do gustu.

Bardzo polubiłam postać Wioletty. Jest kobietą, która nie pozwala sobie wmówić, że pewnych rzeczy „już nie wypada”. Podróżuje, poznaje świat i przede wszystkim korzysta z życia.

I jest w tym coś niezwykle inspirującego.

Bo ile razy sami odkładamy coś na później?

Kiedyś pojadę.
Kiedyś zacznę.
Kiedyś spełnię swoje marzenie.

A przecież to „kiedyś” może nigdy nie nadejść.

Podobał mi się również pomysł z testamentem. Wspólne mieszkanie Anny i Daniela to przepis na wiele zabawnych sytuacji, ale również okazja do poznania drugiego człowieka i spojrzenia na własne życie z zupełnie innej strony.

To książka o relacjach, emocjach, zmianach i drugich szansach.

Ale przede wszystkim o odwadze do życia po swojemu.


Podróż przez marzenia” poleciłabym przede wszystkim osobom, które lubią lekkie, ciepłe powieści obyczajowe z romantycznym wątkiem.

To propozycja dla tych, którzy cenią historie o ludziach, którzy próbują poukładać swoje życie na nowo.

Dla tych, którzy lubią podróże.

Dla tych, którzy wierzą w drugie szanse.

I wreszcie – dla tych, którzy czasami potrzebują książkowego przypomnienia, że marzenia nie mają daty ważności.


Podsumowując, „Podróż przez marzenia” zostawiła mnie z bardzo przyjemną myślą, może czasami zamiast czekać na odpowiedni moment, po prostu trzeba zrobić pierwszy krok?

Bo przecież życie jest trochę jak podróż. Nigdy do końca nie wiemy, kogo spotkamy po drodze i dokąd nas ona zaprowadzi.

A Wy? Lubicie książki, które przypominają, że na spełnianie marzeń nigdy nie jest za późno? A może macie własne marzenie, które wciąż czeka na realizację? Koniecznie napiszcie mi w komentarzu! ❤️


Wasza Aleksandra

PS. Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu Filia :)