Licznik odwiedzin

sobota, 26 lutego 2022

"Srebrna łyżeczka" Magdalena Witkiewicz

 



   Witajcie :) Tyle książek do przeczytania, a tak mało czasu...ile razy sobie to powtarzacie? Bo ja co chwilę. Pomimo tego, że sporo czasu poświęcam książkom…;)Dzisiaj nasza rodzima autorka i historia, którą czyta się błyskawicznie.



„Srebrna łyżeczka” Magdaleny Witkiewicz to historia, która wciąga jak najlepszy film. Nie ma tu wielu bohaterów. W zasadzie główne postaci ograniczają się do dwóch, trzech osób, reszta to bohaterowie drugoplanowi i mniej ważni. Natomiast najważniejsze jest to, że „Srebrna łyżeczka” to powieść bardzo uczuciowa. To typowo kobieca literatura obyczajowa z głównym wątkiem romansu ( za którymi nie przepadam ), ale tę historię naprawdę przyjemnie się czyta. Traktuje o rzeczach ważnych i poważnych, nie jest to tanie romansidło. To mądra, wartościowa książka, która pomimo trudnych emocjonalnie momentów daje ogromną nadzieję.



Lidia, główna bohaterka dostaje list od nieznajomej kobiety, która chce jej przekazać spadek. Znacie kogoś, kto chciałby przekazać spadek nieznajomej osobie? No właśnie...a to dopiero początek tajemnic, które będzie próbowała rozwikłać Lidia. Czy jej się to uda? Komu mogłoby zależeć na tym, żeby to właśnie Lidia otrzymała spadek? I wreszcie co to jest Kintsugi?



Autorka w swojej powieści pokazuje, że życie jest pełne niespodzianek i wyjątkowych zwrotów akcji. Udowadnia, że wiele sytuacji można zmienić i na wiele mieć wpływ nawet wtedy, kiedy wydaje nam się, że nasza szansa już minęła i nic nie da się zrobić. „Srebrna łyżeczka” to przepiękna kobieca powieść, która dotyka wrażliwej duszy każdej z nas. Historia wzrusza, bawi i zaskakuje. Szczególnie zakończenie, które wymyka się wszelkim schematom. Warto spędzić czas z tą książką i wspólnie z Lidią rozwikłać zagadkę dotyczącą tytułowej srebrnej łyżeczki :)



Wasza Aleksandra 


sobota, 19 lutego 2022

"Czerń i purpura" Wojciech Dutka

 



    Witajcie na Czytadłach :) Pomimo dramatycznej wręcz pogody przychodzę do Was z książką nie mniej dramatyczną. „Czerń i purpura” Wojciecha Dutki to historia z tzw. rzeczywistości obozowej. Muszę Wam się przyznać, że unikam takich książek. Dlaczego? Bo zazwyczaj mnie mocno rozczarowują. Nie lubię fikcji literackiej i wplatania miłosnych uniesień w czasie, kiedy ludzie walczą o przetrwanie podczas wojny. Jest to dla mnie nie na miejscu i wywołuje bardzo negatywne emocje. Teraz pewnie zadajecie sobie pytanie dlaczego w ogóle w takim razie wspominam o tej historii? Bo „Czerń i purpura” jest poza tym schematem. Nie da się jej zaklasyfikować, tak jak pozostałe książki o tej tematyce przeczytane przeze mnie do tej pory. Przyznaję, nie było ich dużo, ale wystarczająco, aby zauważyć różnicę.



    „Czerń i purpura” to historia oparta na prawdziwych wydarzeniach, rozgrywająca się w czasach drugiej wojny światowej. Autor w mistrzowski sposób pokazał życie osób w obozie Auschwitz. Wstrząsające morderstwa ludzi, gwałty, ciężka i wykańczająca praca ponad siły, głodzenie i wiele więcej musieli znosić więźniowie przebywający w obozie. Kapo wymierzający dotkliwe kary za odpoczynek w trakcie pracy, często dopuszczający się morderstw na oczach innych więźniów to była obozowa rzeczywistość. W tym szaleństwie znalazła się Milena Zinger – słowacka Żydówka, która pierwszym kobiecym transportem dotarła do Auschwitz. Na jej drodze stanęło wiele osób, które pomagały jej przetrwać to piekło. Niewiarygodnym wręcz zrządzeniem losu na drodze Mileny stanął Franz Weimert – austriacki faszysta. Kat i morderca.



    Uwielbiam tę historię za prawdę, która przebija z każdej jednej strony. Nie ma tu nadziei, a kiedy pojawia się jej malutki promyk, zaraz gaśnie pod naporem kolejnych tragicznych wydarzeń. W tym strasznym świecie może się jednak wydarzyć coś dobrego. Spektakularna wewnętrzna przemiana faszysty zaskakuje. I to jest moim zdaniem największy walor tej książki. Właśnie tutaj widać, że nawet jeśli człowiek jest zły do szpiku kości, może zawsze walczyć o zmianę wizerunku. Okupione jest to ogromnymi wyrzeczeniami, ale każda zmiana wymaga poświęceń.



    „Czerń i purpura” to dla mnie jedna z najlepszych książek 2022 roku. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Wstrząsająca, przejmująca, niesamowicie emocjonalna i taka, której nie sposób odłożyć. Zawsze chciałabym trafiać na tak dobre historie! Proszę przeczytajcie! Po lekturze tej książki będziecie wewnętrznie rozbici i rozdarci, a życie i Wasze rzeczywiste problemy przestaną Wam się wydawać nie do rozwiązania…



Wasza Aleksandra       


wtorek, 15 lutego 2022

"Shuggie Bain" Douglas Stuart



    Dzień dobry:) Bez zbędnych słów przejdę dzisiaj do konkretów, bo i książka, o której chcę Wam powiedzieć jest konkretna. Sporo czasu temu słyszałam o powieści napisanej przez Douglasa Stuarta. „Shuggie Bain” intrygował mnie coraz bardziej, szczególnie gdy widziałam wiele różnych opinii pojawiających się w środkach masowego przekazu. Postanowiłam sama sprawdzić jak to jest z tą powieścią. I już wiem! ;)



    Przede wszystkim nie jest to książka przy której będziecie się dobrze bawić, która Was rozluźni i zapewni rozrywkę. To jest literatura, która traktuje o wielu poważnych kwestiach między innymi alkoholizmie, dorastaniu czy relacjach rodzinnych. To historia , która wstrząsa, momentami pozbawia tchu, z której wyziera fetor ekskrementów i która zwyczajnie przytłacza. Jednocześnie wciąga nas w wir wydarzeń od których nie sposób się oderwać. Jednym słowem o rzeczach trudnych pisze i czyta się trudno. Warto jednak poznać tę historię, bo zaręczam, że zatrzyma Was na dłużej. To historia, która w nas zostaje i którą trzeba przetrawić. Nawet jeśli tego nie chcemy, to „Shuggie Bain” wręcz zmusi nas do pochylenia się nad najważniejszymi wartościami w życiu. Ta książka jest bardzo, bardzo smutna i przytłaczająca więc jeśli macie spadek nastroju rekomenduję sięgnąć po coś lekkiego.



    „Shuggie Bain” to ogromny ładunek emocjonalny. Specjalnie nie wspominam tutaj nic o fabule, bo uważam, że sami powinniście ją poznać. To historia angażująca czytelnika, otwierająca go na nowe doznania i uczucia. Na pewno nie jest to książka dla każdego, co stwierdzam z ogromnym smutkiem, bo uważam, że naprawdę każdy powinien ja przeczytać. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że dla części z Was może być za ciężka emocjonalnie i nie do przejścia.



    „Shuggie Bain” to trudna literatura. Zostawia czytelnika w zamyśleniu i zawieszeniu.Wylogowuje z dotychczasowego życia i przenosi w inny świat - świat Shuggiego Baina...



Wasza Aleksandra


 

czwartek, 3 lutego 2022

Styczniowe lektury ( "Ted Bundy", "Podrzutek", "My, trans", "Klara i słońce" )

        
    Dzień dobry w lutym:) Długo mnie tutaj nie było z różnych życiowych powodów. Dlatego dzisiaj przygotowałam dla Was moje styczniowe lektury. Cztery godne uwagi pozycje, które bardzo Wam polecam na długie zimowe wieczory. 





    1. „Ted Bundy. Bestia obok mnie” Ann Rule





    Nowy Rok rozpoczęłam książką o Tedzie Bundym – najsłynniejszym mordercy świata. Już jakiś czas myślałam o tej książce i w końcu miałam okazję poznać prawdziwą historię Teda. Tym bardziej, że autorka była jego koleżanką, a nawet przyjaciółką i opisy, które pojawiają się w tej historii są naładowane ogromną dawką emocji. Z jednej strony Ann Rule wierzyła w niewinność Teda, z drugiej, kiedy wszystkie dowody wskazywały, że to jednak on, nie mogła w to uwierzyć, aż w końcu przeszła do szoku, ogromnego bólu i smutku, w końcu akceptacji tego, co się stało…


Czytając tę książkę miałam wrażenie, że to nieprawdopodobna historia, która nie mogła się wydarzyć...To niesamowita literatura faktu. Dla czytelników o mocnych nerwach. To tragiczna, pasjonująca, zaskakująca i przerażająca historia, która niestety wydarzyła się naprawdę…



Poznajcie podwójne życie Teda Bundyego, seryjnego mordercy, który przyznał się do zabicia przynajmniej trzydziestu sześciu młodych kobiet. Człowieka, który potrafił uwodzić, być szarmancki i ujmujący, by w jednej chwili stać się bestią pozbawiającą życia młodych kobiet. Ted Bundy ukazany jest tutaj jako charyzmatyczny i inteligentny człowiek, którego autorka miała za swojego dobrego kolegę/przyjaciela. Dreszczowiec, który trzyma w napięciu. Serdecznie polecam!



2. „Podrzutek” Stacey Halls



    

    „Podrzutek” to słodko-gorzka opowieść o macierzyństwie, sile miłości i rozpaczy. To historia dwóch kobiet i jednego dziecka. To też historia sekretu, który odmienił życie wielu osób.



Akcja rozgrywa się w XVIII wiecznej Anglii . Mamy tutaj do czynienia zarówno z wysokimi sferami jak i nizinami społecznymi. Pojawia się wątek sierocińca i dylematy matki. ”Podrzutek” to książka, którą czyta się szybko i przyjemnie. Nie traktuje o rzeczach lekkich, ale jest napisana przystępnym językiem. Trudne wybory moralne czy ogromna przepaść pomiędzy bogatymi, a biednymi – to wszystko znajdziecie właśnie tutaj. Charakterystyczna atmosfera Londynu sprawia, że jeśli mamy możliwość przeczytania książki obok kominka z gorącym kubkiem herbaty w ręku, poczujemy się jak w XVIII wiecznej Anglii.



PS. Świat Książki ponownie stworzył okładkę, od której nie sposób oderwać oczu. Jest przepiękna!



3. „My, trans” Piotr Jacoń




    „My, trans” to bardzo ważna i potrzebna lektura w naszym państwie - miejscu, w którym prominentni politycy mówią, że: „LGBT to nie ludzie”. Piotr Jacoń przeprowadza szereg wywiadów i rozmów z osobami trans i ich najbliższymi. Poznajemy problemy natury fizycznej, psychicznej i przede wszystkim społecznej z którymi mierzą się osoby transpłciowe. Autor w poruszający, a jednocześnie bardzo delikatny sposób przeprowadza wywiady, z których dowiadujemy się o bardzo trudnym życiu osób, które chciałyby być kimś innym, ale ciało i oczekiwania społeczne oraz nasze państwo skutecznie im to utrudniają.


„My, trans” to poruszający zbiór wywiadów z osobami transpłciowymi, ale także z ich rodzicami, adwokatem, psychologiem, aktywistką i co dla pewne wielu z was zaskakujące, z księdzem. Książka przełamuje tabu i otwiera oczy na drugiego człowieka i jego potrzeby. Mocna, trudna, bardzo potrzebna książka autora, który sam posiada transpłciową córkę. Z jego słów przebija dojrzałość, akceptacja i ojcowskie wsparcie.



Bardzo polecam tę lekturę. Przeczytałam w dwa dni, bo nie sposób odłożyć książki, z której przebija tyle smutku, bólu, a jednocześnie nadziei, że w końcu w Polsce w sprawach LGBT coś się zmieni. Polecam wszystkim! „My , trans” otwiera oczy i poszerza horyzonty.



4. „Klara i słońce” Kazuo Ishiguro



    To moje pierwsze spotkanie z Kazuo Ishiguro – laureatem Nagrody Nobla. Wiem już teraz, że na pewno sięgnę po kolejne powieści tego autora. „Klara i słońce” to historia bardzo współczesna, nowoczesna, taka z nowinkami technologicznymi na miarę naszych czasów.



Tytułowa Klara to sztuczna przyjaciółka, co prawda nie najnowszej generacji, ale potrafi się komunikować, poruszać i przede wszystkim odczuwa emocje co w tej historii okazuje się kluczowe. Jej życie ogranicza się do stania w witrynie sklepowej do czasu, aż pewnego dnia trafia w ręce nastolatki. Wówczas życie Klary zmienia się diametralnie, a to z czym przyjdzie się jej zmierzyć w życiu poza sklepowym zaskakuje :)



Historia „Klara i słońce” bardzo mnie zaintrygowała. To zupełnie inna pozycja, z jakimi do tej pory się spotkałam. Inna, oryginalna, nietuzinkowa, intrygująca. Te wszystkie cechy najlepiej oddają moje odczucia względem tej powieści. Czytałam z uśmiechem na ustach i ogromną ciekawością :) Uważam, że to rewelacyjna powieść na miarę naszych zinformatyzowanych czasów. Sami sprawdźcie i dajcie mi znać jakie są Wasze odczucia. Być może któraś z wyżej wymienionych przeze mnie książek już została przez Was przeczytana? Jestem ciekawa Waszych opinii i chętnie je poznam :)


Tymczasem życzę Wam zdrowia i pięknych lektur :) Z książkowym pozdrowieniem :)



Wasza Aleksandra


















piątek, 31 grudnia 2021

Moje Top 5 - podsumowanie 2021 roku

     Dobry wieczór! Dzisiaj mam dla Was moje subiektywne książkowe podsumowanie roku 2021. Mijający rok obfitował u mnie w wiele bardzo interesujących lektur. Trudno było wybrać te, które skradły moje serce do tego stopnia, że zniknęłam dla świata. Oto one! Mój TOP 5 2021 roku!


1. „Kod róży” - Kate Quinn




    
    Z tą książką kończę rok 2021! Jest to absolutny fenomen i pomimo tego, że poprzednie książki tej autorki „Sieć Alice” czy „Łowczyni” były genialne, to ta bije je na głowę. Wydaje się to niemożliwe, ale jednak! Kate Quinn wspięła się na wyżyny swojej twórczości i już teraz nie mogę się doczekać jej kolejnych powieści.


    „Kod róży”to historia o kobiecej solidarności, niezłomności i przyjaźni, ale nie tylko. To przede wszystkim wciągająca opowieść o szpiegostwie i niesamowitych kobietach, które łamały szyfry w tajnym ośrodku Bletchley Park. Autorka napisała wciągającą, pełną napięcia historię od której nie sposób się oderwać. Kate Quinn znana jest z pięknych i wciągających historii, których bohaterkami są silne, inteligentne i pewne siebie kobiety. Smaczku dodaje jeszcze fakt, że opisane wydarzenia bazują nie tylko na fikcji literackiej. Dodam jeszcze, że w „Kodzie róży” jednym z bohaterów jest Książę Filip. Nie zastanawiajcie się dłużej i bierzcie się za lekturę. Będzie to jedna z Waszych topowych powieści nadchodzącego roku! ;)



2. „Święto ognia” - Jakub Małecki





    Ach ten Małecki! Wiecie już, że co do jego osoby bywam bardzo nieobiektywna. Nic więc dziwnego, że moim zestawieniu znalazła się jego książka. Uwielbiam jego postrzeganie świata i rzeczywistości i tego, w jaki sposób swoje przemyślenia przelewa na papier.


    „Święto ognia” to powieść o trudnych relacjach rodzinnych. O pasji, poświęceniu, ciężkiej pracy, która nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty. To również powieść o rzeczach niewygodnych dla wielu z nas – o chorobie. Jakub Małecki jak zwykle raczy nas trudną, emocjonalną, na wskroś bolesną historią, w której jednak widać nadzieję. To marzenia, o których w tej historii także przeczytamy...Z całego serca życzę sobie i Wam w kolejnym roku tak dobrych książek do lektury jak „Święto ognia”!



3. „Dziwne losy Jane Eyre” - Charlotte Bronte





    Klasykę uwielbiam i aż sama się dziwię, że tak długo trwało zanim sięgnęłam po najbardziej znaną powieść Charlotte Bronte. To powieść obyczajowa i romans w jednym. „Dziwne losy Jane Eyre” to powieść kultowa zaliczana do szczytowych osiągnięć literatury wiktoriańskiej. Warstwie językowej nie można absolutnie niczego zarzucić, gdyż język powieści jest piękny, dystyngowany i kwiecisty.


    Fabuła opowiada losy osieroconej dziewczyny Jane Eyre, która podejmuje pracę nauczycielki w posiadłości Edwarda Fairfaxa Rochestera. Edward zakochuje się w dziewczynie z wzajemnością. Zostaje ona jego narzeczoną jednak los nie szczędzi im okrutnych przeżyć. Pan Rochester ukrywa tajemnicę, która nie pozwoli im żyć szczęśliwie…


    Dziwne losy Jane Eyre” to historia, która pokazuje typowy mezalians. On, bogaty, z możliwościami. Ona, biedna, z głową pełną marzeń i ambicji. Takie historie cały czas mnie poruszają, bez względu na mój wiek. Do tego jeśli jeszcze mamy możliwość podziwiać przepiękne wydanie z serii klasyki z jedwabnymi okładkami, to zachwyt gwarantowany! :-)


4. „Gałęziste” Artur Urbanowicz



    

    „Gałęziste” to powieść, którą przeczytałam na początku mijającego roku, a nadal tkwi mi w głowie. Poza tym to mądra, trzymająca w napięciu książka, od której bardzo trudno się oderwać. Dotyka bardzo ważnych tematów: religii, wiary, walki dobra ze złem. To nie jest tylko horror, którego głównym zadaniem jest wzbudzenie strachu u czytelnika. To przede wszystkim książka, o której myśli się, kiedy już przeczytana ląduje na półce.


    Książka zdobyła nagrodę czytelników polskiej literatury grozy. Ta informacja widnieje na okładce. Przyznam się Wam, że takie informacje na okładce, które mają zachęcić do kupna i przeczytania książki często działają na mnie zupełnie odwrotnie. Wiele książek z takimi „hasłami” po które później sięgałam mocno mnie rozczarowało. Tutaj nie musicie się tego obawiać. Nie dziwię się, że „Gałęziste” zdobyło nagrodę czytelników. Należało się jak psu buda ! ;)


    Jeśli jesteście fanami horrorów, gdzie nic nie jest oczywiste, fabuła trzyma w napięciu, a zakończenie dosłownie wbija w fotel, sięgnijcie po „Gałęziste”. Daję Wam słowo. Będziecie zadowoleni! ;)


5. „Drzewo Anioła” - Lucinda Riley




    

    Nieprzewidywalna i wyjątkowa – takie dwa słowa cisną mi się na usta po spotkaniu z tą historią. „Drzewo anioła” to przepiękna historia o miłości, stracie, trudnych relacjach rodzinnych, chorobie i co najważniejsze, oczyszczającej podróży w przeszłość. To przepiękna saga rodzinna opowiadająca losy kilku pokoleń. Autorka w znakomity sposób oddaje emocje i rozterki bohaterów. Pokazuje jak trudne jest podejmowanie życiowych decyzji i jak każda z tych decyzji może wpływać na losy kolejnych pokoleń. Bohaterowie, których stworzyła autorka są tak wyraźni i charakterni, że było mi bardzo trudno rozstać się z nimi, gdy historia dobiegła końca. Uwielbiam „Drzewo anioła” i jest ono na szczycie moich ukochanych książek, a nie jest łatwo tam się dostać! ;)


     Dodam, że bardzo trudno przewidzieć fabułę tej książki. Akcja jest wartka, wydarzenia następują po sobie szybko, choć początkowo nic na to nie wskazuje. To bardzo wartościowa i przepiękna powieść, którą koniecznie trzeba poznać. Po jej lekturze nic już nie będzie dla Was takie jak obecnie…:-)


    Poznaliście już moje top 5, chętnie poznam Wasze zestawienie książkowych ulubieńców i dowiem się , które lektury Was poruszyły. Szukam inspiracji książkowych na kolejny rok, choć ilość obecnych lektur do przeczytania już jest ogromna! ;)


    W Nowym 2022 Roku życzę Wam zdrowia, radości i szczęścia. Inspirujących lektur i jak najwięcej wolnego czasu na czytanie ! :-) Niech Rok 2022 pozytywnie Was zaskoczy i będzie lepszy od mijającego 2021. Cieszę się, że jesteście ze mną! Jest Was już prawie 800 i ciągle przybywa! Dziękuję ! Do przeczytania w Nowym Roku! :-)



Wasza Aleksandra




 



 



 











czwartek, 23 grudnia 2021

"Trzynasta opowieść" Diane Setterfield

 



    Witajcie na Czytadłach :-) Mam dzisiaj dla Was, przed świętami, zaległą lekturę, którą przeczytałam już jakiś czas temu. Przyszedł czas na to, aby teraz Wam o niej wspomnieć. To „Trzynasta opowieść” Diane Setterfield. Ta historia chwilkę u mnie leżała zanim po nią sięgnęłam, ale kiedy już to zrobiłam, trudno było się oderwać.



Autorka stworzyła powieść magiczną, owianą tajemnicą historię sióstr bliźniaczek zamieszkujących posiadłość Angelfield. Obecnie Angelfield to ruina, o której mało już kto pamięta. Młoda biografka Margaret usiłuje odkryć tajemnicę tej wspaniałej niegdyś posiadłości i zamieszkujących ją pokoleń. Gdy Margaret zaczyna poznawać losy posiadłości wyłania się jej własny, bolesny sekret, z którym musi się zmierzyć...Czy jej się to uda?



Z przekonaniem stwierdzam, że „Trzynasta opowieść” to książka niezwykła. Autorka zawarła w niej niezwykle realistyczne opisy, połączenie historii z rzeczywistością to ogromny plus tej historii. To intrygująca historia, napisana pięknym językiem, którą czyta się z ogromną przyjemnością. Podczas lektury miałam wrażenie magii, zagadki, intrygi. Z każdą przewracaną stroną byłam ciekawa ciągu dalszego. Do tego piękne wydanie książki powodowało, że milion razy zdejmowałam i zakładałam obwolutę by przyjrzeć się i poczuć pod palcami piękne drzewo na okładce.






    Historia płynie powoli, nie jest dynamiczna, ale to jej ogromny plus. Taki właśnie styl ma autorka i on bardzo mi odpowiada. Kocham książki i motyw antykwariatu, bibliotek i pisarzy jest jak balsam na moje serce. Właśnie z tym w tej historii też się spotykamy :-)



„Trzynasta opowieść” to historia godna polecenia. Są w niej elementy, które pokochałam, jest też kilka które mi zazgrzytały, ale ostatecznie to bardzo intrygująca lektura, którą mogę z czystym sumieniem polecić. Ta historia jest niesamowicie klimatyczna i wciąga czytelnika w wir wydarzeń pomimo dość wolno zawiązującej się akcji. Jeśli czytaliście „Była sobie rzeka” tej autorki i przypadła Wam ona do gustu, to „Trzynasta opowieść” też Was nie zawiedzie. To historia dość smutna i refleksyjna z ciekawym finałem. Sami sprawdźcie! Być może sprezentujecie tę historię komuś bliskiemu pod choinkę ;) A ja z tego miejsca chciałabym Wam życzyć przepięknych, spokojnych i przede wszystkim zdrowych Świąt Bożego Narodzenia! Niech będą wypełnione radością, szczęściem i miłością, a Nowy 2022 Rok będzie obfitował w same dobre momenty i najlepsze lektury ;)



Wasza Aleksandra 



    

niedziela, 19 grudnia 2021

"Almond" Won-Pyung Sohn

 



    Witajcie na Czytadłach po długiej przerwie! W tym roku grudzień jakby dla mnie nie istniał. Dopiero budzę się na nowo do życia i mam nadzieję, że choć w tym roku kalendarzowym nic mnie już nie zaskoczy, chyba, że pozytywnie. Niewiele w tym czasie czytałam, ale dzisiaj skończyłam historię, którą na gorąco i na bieżąco chcę Wam opowiedzieć, bo takie książki zdarzają się nad wyraz rzadko. Tym bardziej, że jeszcze na ostatni dzwonek zdążycie kupić tę pozycję i sprezentować pod choinkę! ;) Tak więc przedstawiam Wam „Almond” :-) Historię, która porusza, wstrząsa, powoduje szybsze bicie serca, a jednocześnie wywołuje wachlarz skrajnych emocji.




    Kim jest tytułowy Almond? To Yunjae, chłopiec, który cierpi na aleksytymię czyli niemożność odczytywania i rozumienia własnych stanów emocjonalnych. Nie wie co to miłość, radość, strach. Nie potrafi się uśmiechać, ma trudności w nawiązywaniu relacji, a w zasadzie w ogóle ich nie nawiązuje. Teraz wyobraźcie sobie, że pewnego dnia mając taką przypadłość jesteście świadkami, jak ktoś na waszych oczach morduje waszą matkę i babcię. Nie wiecie dlaczego tak się dzieje, nie czujecie nic. Nie jest Wam przykro, nie czujecie złości ani smutku. Taka właśnie sytuacja spotyka Yunjae. W rezultacie chłopiec musi radzić sobie sam z niewielką pomocą zaprzyjaźnionego sąsiada. Z czasem poznaje chłopca, agresywnego i nadpobudliwego Gona. Wpłynie on na jego życie jak nikt inny…




    Nie będę Wam opowiadać czy historia zakończy się dobrze. Mogę Wam za to zagwarantować, że pomimo tego, iż główny bohater nie odczuwa emocji, książka jest przepełniona uczuciami. To my poznając losy chłopca czujemy strach, ból, radość czy złość. Ta książka to według mnie ogromna lekcja empatii, tolerancji i zrozumienia, że każdy jest inny i każdemu należy się akceptacja.




    Po raz pierwszy sięgnęłam w swoim życiu po koreańską książkę. Jestem zaskoczona, że „Almond” to tak dobra pozycja. Uważam, że każdy dorastający i młody człowiek powinien ja przeczytać. Mogłaby, a nawet powinna według mnie być w kanonie lektur szkolnych. Jest bardzo uniwersalna, mądra, a jednocześnie smutna i traktująca o poważnych problemach obok których nie wolno przejść obojętnie.



    Jak trafiłam na „Almond”? Przypadkiem, choć podobno w życiu nie ma przypadków. Znany w sieci booktuber opowiadał o tej pozycji i tak mnie zaintrygował, że nie mogłam nie poznać „Almonda”. Bardzo Wam polecam! To bardzo mądra książka. Każdy obdarowany będzie zadowolony :-)



Wasza Aleksandra